Rozpoczęły się zapisy dzieci do szkół podstawowych, niedawno był sprawdzian po podstawówce i egzamin gimnazjalny, zwany też małą maturą. I mniej więcej w tym samym czasie rozeszła się wieść, że powstanie duża, centralna baza danych uczniów i zawierać ona będzie bardzo wiele informacji o każdym uczniu z całej jego szkolnej kariery. No i szum się zrobił, że grozić to będzie wyciekiem danych i to w dodatku danych wrażliwych, że po co to komu potrzebne i tak dalej.
Przyznam, że mam nieco mieszane uczucia w związku z tą sprawą. Z jednej strony uważam, że jakaś forma gromadzenia i przekazywania ze szkoły do szkoły informacji o młodych ludziach może jednak być przydatna a nawet potrzebna. Przypomniała mi się niezbyt dawna akcja, kiedy to uczennica zaatakowała drugą nożem i jak przyszło do badania sprawy, okazało się, że miała ona już w przeszłości problemy z własną agresją. Zmieniła szkołę, a w nowej placówce nikt o tym nie wiedział. Dostała drugą szansę ale jednocześnie sprowadzono zagrożenie na jej nowych kolegów. Gdyby istniała planowana baza danych i komuś zechciałoby się z niej właściwie skorzystać, może nie doszłoby do nieszczęścia.
Z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, że właśnie z korzystaniem z takiej bazy mogą być kłopoty. Powstać powstanie ale będzie jedynie pomnikiem możliwości. Bo coś mi się wydaje, że została ona wymyślona przez ministerialnych urzędników nie tyle w celu jej późniejszego mądrego wykorzystywania “w terenie” ile w celu uzasadnienia istnienia tychże urzędników i, co chyba istotniejsze, z przyczyny możliwości. Po prostu ktoś wymyślił założenie takiej bazy bo jest techniczna możliwość jej utworzenia. I niewiele poza tym.
A może jednak się mylę. Gdyby tak było i gdyby to ode mnie jakkolwiek zależało, poparłbym ten pomysł nie przejmując się tak zwaną ochroną danych osobowych. Trzeba coś wybrać w sytuacji, kiedy ta ochrona często jest niczym innym, jak zwyczajnym osłanianiem łobuzów rozmaitego kalibru.