No to się zacznie.

4 Styczeń 2012

Wstępujemy w nowy rok i nowe stawki. Więcej zapłacimy za paliwo, papierosy (to mnie akurat nie rusza), za wiele innych towarów w związku z drożejącym paliwem. Podwyższona zostanie cena energii elektrycznej i gazu. Będzie pięknie, możemy sobie wszyscy gratulować.

Wrocławianie mają też odrębny powód gratulacji. Będzie drożej za wodę i odprowadzenie ścieków. Także za wywóz śmieci – a później zdziwienie, że dookoła brudno. Będą najwyższe stawki podatku od nieruchomości. Wnioskowała o to radna proprezydencka Urszula Wanat, warto zapamiętać to nazwisko. Od maja prawdopodobnie podrożeją bilety komunikacji publicznej. Najwięcej, bo o 25% te najpopularniejsze: jednorazowe oraz trzydziestodniowe na dwie linie. W niektórych przypadkach zastosowano wybieg polegający na likwidacji dotychczasowych tańszych biletów i pozostawieniu podobnych droższych. W ten sposób zlikwidować zamierza się bilety na linie tramwajowe i autobusowe normalne (np. 24-godzinny za 8 zł) a pozostawić na linie tramwajowe i wszystkie autobusowe (odpowiedni też 24-godzinny za 10 zł kosztować będzie 11 zł). Dla części pasażerów to podwyżka o 10%, dla bardzo wielu, może nawet większości, o 37,5%. Wprowadzi się nowy podatek – od kanalizacji burzowej, nazywany podatkiem od deszczu i śniegu. Będzie super, wrocławianie będą płacić za zabawki prezydenta i jego paczki. Prezydent tego nie zapłaci, bo mieszka poza Wrocławiem. Wrocławianom życzę miłego nowego roku.

Od minionego poniedziałku trwa zabawa w pieczętowanie recept. Lekarze, przynajmniej ich część, nie wypełniają prawidłowo recept, za to przybijają pieczątki „Refundacja do uznania przez NFZ”. Aptekarze, przynajmniej ich część, nie chcą na takie recepty sprzedawać inaczej, niż za pełną odpłatnością, nawet wtedy, gdy pacjent jest w sposób oczywisty ubezpieczony i przysługuje mu refundacja (dziecko, rencista, emeryt). Za przepychanki w czworokącie Ministerstwo Zdrowia – NFZ – lekarze – aptekarze płacą najsłabsi, bogu ducha winni pacjenci. Ciekawe co by było, gdyby nagle nauczyciele zaczęli dopuszczać do udziału w lekcjach dzieci medyków jedynie po uiszczeniu opłaty w wysokości takiej, jak za korepetycje. Albo policjanci kasować mandatami konowałów i pigularzy zawsze w maksymalnej wysokości. Właściwie tak być powinno, gdybym mógł, serdecznie zachęcałbym do takiego postępowania. A od już można na przykład sprawdzić, czy oni i ich firmy opłacają abonament radiowo – telewizyjny.

To jest wynik!

14 Listopad 2011

Kilka dni temu trafiłem na wyniki badania opinii publicznej opublikowane przez jakąś pracownię, nieważne, jaką. No i wyszło, że 95% respondentów zadeklarowało się jako katolicy (rzymscy rzecz jasna), a 92% – jako wierzący. Pal licho wielkość tych liczb, do wiarygodności takich wyników zdążyłem się przyzwyczaić. Ciekawa jest relacja między nimi: więcej katolików niż wierzących. Aż chciałoby się poznać jakiegoś niewierzącego katolika.

Konsekwencja.

6 Październik 2011

Długo nie pisałem, co nie znaczy, że przestała mnie interesować sprawa oporowskiego dworku. Im dłużej się jej przyglądam, czasem z bliska, częściej z daleka, tym bardziej się dziwię. Mniej dziwi mnie fakt, że pozwala się na niszczenie tego zabytku, bo takie postępowanie w naszym pięknym kraju, a w szczególności we Wrocławiu, nie jest czymś niezwykłym. Bardziej natomiast dziwią mnie towarzyszące drobiazgi.

I tak konsekwentnie podaje się niewłaściwy adres dworku. Zamiast Wiejska 17, piszą Wiejska 7. I to nawet na stronie osiedla. A skoro na tej stronie publikują członkowie rady osiedla, to powinni chyba wiedzieć, jakie jest  położenie jedynego w okolicy zabytku, który stoi prawie naprzeciwko siedziby rady.

Drugą zadziwiającą sprawą jest milczenie o odpowiedzialności za istniejący stan rzeczy konserwatorów zabytków: miejskiego i wojewódzkiego. Za co oni biorą pieniądze z podatków mieszkańców?

Pewien niesmak wywołuje też ospałe działanie rady osiedla. Może radzie nie zależy na zabytku, który tak nie pasuje do otaczających go coraz ściślej nowych bloków?

Po kilkudziesięciu minutach poprawiono adres zamieszczony na stronie osiedla.

I co z dworkiem?

22 Lipiec 2011

Informacje związane z moim nie tak niedawnym wpisem dotyczącym dworku na wrocławskim Oporowie pokazały się za forum tego osiedla. Na razie niewiele można tam pozytywnego wyczytać. Bo co na przykład znaczy, że rada mieszkańców po otrzymaniu odpowiedzi od konserwatora zabytków i aktualnego właściciela tego zabytku rozważy wystąpienie do prokuratora? Nic to nie znaczy. Piszę tak i wcale nie uważam, że kogoś tym krzywdzę. Najlepszy dowód mojej słuszności znalazł się w „Biuletynie Oporowskim”. Otóż napisano w nim, że już czternaście (!) lat temu ówczesna rada osiedla próbowała jakoś ochronić obiekt, podobno występowała o przekazanie go radzie dla wykorzystania go w celach kulturalnych. I nic się nie stało, nic nie zostało załatwione, zabytek przechodzi z rąk do rąk i niszczeje coraz bardziej.

Przy okazji w tymże biuletynie mylono konsekwentnie adres obiektu pisząc Wiejska 7 zamiast Wiejska 17. Nie świadczy to dobrze o autorce tekstów, naczelnej biuletynu a jednocześnie radnej miejskiej z prezydenckiego klubu. I teraz nasuwa się wątpliwość, czy zapytania wystosowane przez radę osiedla zostały w ogóle skierowane pod właściwe adresy i czy należy oczekiwać odpowiedzi? A w świetle wpisu zamieszczonego przez przewodniczącego rady brak odpowiedzi oznaczać może dalszą bezczynność rady.

Swoją drogą zastanawia cisza wokół sprawy. Jedyny, cenny w dodatku, zabytek niszczeje a nikogo na osiedlu to nie interesuje. Czyżby mieszkańcy Oporowa nie czuli się związani z osiedlem, jest ono ciągle dla nich obce, nie zależny im, bo „to nie nasze, poniemieckie przecież”? Czyżby ciągle żył duch szabrowników z drugiej połowy lat czterdziestych minionego wieku?

Zdjęcie dworku pojawiło się ostatnio na stronie osiedla na FB. Poza tym cisza.

Dodam tu zdjęcie znalezione w sieci:

Dworek na wrocławskim Oporowie.

ESK

21 Czerwiec 2011

Wrocław ma być w 2016 roku Europejską Stolicą Kultury? Radość wielka ale czy towarzyszy jej choć cień refleksji? Taki tytuł powinien mobilizować. Może zmobilizuje i w stolicy kultury zadba się o zabytki, nie podzielą one losów rzeźni czy jednej albo drugiej cukrowni. Przecież w mieście chlubiącym się takim tytułem nie wypada wyburzać cenne pamiątki przeszłości.

Déjà entendu.

12 Czerwiec 2011

Niezbyt dawno pisałem o transferach przewidując następne. No i są następne. Najciekawsze to dla mnie nie jest. Czort z nimi: przyjmującymi i przyjmowanymi. Ubawiłem się jednak setnie, gdy usłyszałem słowa, jakie przy tej okazji padały z obu stron. Swoje lata już mam, trochę w życiu słyszałem, to i owo czytałem. I z dziką radością usłyszałem zdania, jakie wypowiadano kilkadziesiąt lat temu do ówczesnych kandydatów na kandydatów. Ależ mnie to odmłodziło, prawie do oseska. I w ogóle chciało mi się zakrzyknąć coś, czego nigdy nie wykrzyczałem, bo może okazji nie było: „Niech żyje PZPO, przewodnia siła Narodu”. Zaraz, zaraz, czy ja tu jakiejś literówki nie zrobiłem?

Nie tylko basen.

1 Czerwiec 2011

Trafiło się mi poczytać w GW dwa artykuły: jeden o zamkniętych w ciągu ostatnich lat basenach odkrytych we Wrocławiu, drugi o jednym z nich, tym na Oporowie. Chyba sam już kiedyś o tym tu pisałem. Władcy miasta Wrocławia po prostu likwidowali jeden odkryty basen po drugim. W zamian zafundowali aquapark, który wcale tych zlikwidowanych kąpielisk nie zastępuje. Jest to moim zdaniem skandal.

Podczas lektury drugiego artykułu przypomniało mi się, ze na Oporowie dzieje się drugi, jeszcze większy skandal. Otóż nie tylko basen rozpada się, jakby czekano, aż zwolni się miejsce na wybudowanie czegoś bardziej dochodowego. Drugim tak samo traktowanym obiektem jest „oporowski dworek” przy ul. Wiejskiej. To budynek z XVII a może nawet XVI wieku o konstrukcji szachulcowej wykonanej z dębiny, oczywiście wpisany do rejestru zabytków. Tylko co z tego, że wpisany? Od lat stoi i niszczeje. Od czasu do czasu na pozbawiony poszycia dach nakładana jest folia, która drze się przy pierwszym silniejszym wietrze i nie stanowi ochrony przed wodą deszczową. I jakoś nikogo to nie rusza, w szczególności miejskiego konserwatora zabytków. Z ciekawości popatrzyłem na stronę dewelopera, który przy tym dworku postawił osiedle Dwór Oporów, Stalmontu. Oto napisano tam, że dworek zostanie poddany renowacji w 2008 roku. Napisano ale go nie poddano. Co ciekawe, na zamieszczonych na stronie wizualizacjach samego dworku nie zauważyłem. Ani w stanie rzeczywistym (zrozumiałe), ani wyremontowanym. Coś mi to wygląda na czekanie aż dębina zgnije i ruina się zawali. Będzie można wcisnąć jeszcze jeden niezbyt duży apartamentowiec.

Całkiem niedaleko jest siedziba Rady Osiedla i strażnika osiedlowego. I co Rada oraz strażnik zrobili w tej sprawie? Moim, niestety nie prawnika, zdaniem rzecz kwalifikuje się na doniesienie do prokuratury. Na dewelopera za zaniedbanie i pozwolenie na niszczenie obiektu zabytkowego oraz na miejskiego konserwatora zabytków a może i prezydenta miasta za niedopełnienie obowiązków służbowych, które powoduje to niszczenie. Do roboty, Rado! A tak nawiasem mówiąc, Oporów kiedyś uchodził za osiedle inteligenckie. Marna to inteligencja, której obojętne jest niszczenie cennego, unikalnego zabytku, w dodatku jedynego tej klasy w okolicy.

Do nauki.

31 Maj 2011

Trudna jest praca w TVP, oj, trudna. A jaka trudna jest geografia Polski, aż nie sposób sobie wyobrazić.

Nie ma szczęścia do telewizorów wieś Kamieniec Wrocławski. Nie tak dawno, gdy płonęły w niej magazyny, informację o tym zdarzeniu okraszono w TVP Info tradycyjnie obrazkiem z Google Earth. Tylko, że pokazano inny Kamieniec, Ząbkowicki. Dzisiaj dla odmiany podając wiadomość o wypadku między Łanami i Kamieńcem Wrocławskim nazwano tę wieś najpierw Kamieniem Podolskim, a później Kamieniem Wrocławskim. Tradycyjnie dodano obrazek z Google’a pokazujący coś, co z całą pewnością nie było wsią Łany, słynną od 1997 roku wsią Łany pod Wrocławiem. Co to było, trudno powiedzieć. I zakończono sztukując mapką z zaznaczonymi Łanami w powiecie kędzierzyńsko – kozielskim, w woj. opolskim.

Oj, uczcie się tłuczki z TVP Info, uczcie, może coś z Was jeszcze kiedyś będzie. Szanse są niewielkie ale może spróbujecie.

Transfery.

11 Maj 2011

Zbliża się okres zapewne intensywnych transferów.

Pamiętam, byłem kilka lat temu na meczu. W drużynie gości występowała zawodniczka, która była wychowanką klubu – gospodarza. Gdy weszła w pole zagrywki, z trybun odezwały się głosy: „Natalia, patrz, przeciwko komu grasz!” Moim zdaniem całkowita pomyłka. Fakt, że jeden klub ją wychował ale drugi aktualnie jej płacił i to dla tego drugiego powinna grać odpowiednio do wysokości tej zapłaty i własnych możliwości. Tak jest w porządku.

A co mogą zrobić kibice? Niewiele, mogą pomarudzić, zakrzyknąć od czasu do czasu i nic więcej. Choć nie, jest jeszcze inna możliwość. Biorąc pod uwagę, że nie mają wpływu na transfery ani na skład kadry narodowej, mogą olać te zawody. Po prostu przestać w nich uczestniczyć. Wbrew pozorom tylko wtedy mogą mieć na cokolwiek wpływ. I tak to jest już z zawodami, transferami, kadrą,…

Zaszumiało.

21 Kwiecień 2011

Rozpoczęły się zapisy dzieci do szkół podstawowych, niedawno był sprawdzian po podstawówce i egzamin gimnazjalny, zwany też małą maturą. I mniej więcej w tym samym czasie rozeszła się wieść, że powstanie duża, centralna baza danych uczniów i zawierać ona będzie bardzo wiele informacji o każdym uczniu z całej jego szkolnej kariery. No i szum się zrobił, że grozić to będzie wyciekiem danych i to w dodatku danych wrażliwych, że po co to komu potrzebne i tak dalej.

Przyznam, że mam nieco mieszane uczucia w związku z tą sprawą. Z jednej strony uważam, że jakaś forma gromadzenia i przekazywania ze szkoły do szkoły informacji o młodych ludziach może jednak być przydatna a nawet potrzebna. Przypomniała mi się niezbyt dawna akcja, kiedy to uczennica zaatakowała drugą nożem i jak przyszło do badania sprawy, okazało się, że miała ona już w przeszłości problemy z własną agresją. Zmieniła szkołę, a w nowej placówce nikt o tym nie wiedział. Dostała drugą szansę ale jednocześnie sprowadzono zagrożenie na jej nowych kolegów. Gdyby istniała planowana baza danych i komuś zechciałoby się z niej właściwie skorzystać, może nie doszłoby do nieszczęścia.

Z drugiej jednak strony zdaję sobie sprawę, że właśnie z korzystaniem z takiej bazy mogą być kłopoty. Powstać powstanie ale będzie jedynie pomnikiem możliwości. Bo coś mi się wydaje, że została ona wymyślona przez ministerialnych urzędników nie tyle w celu jej późniejszego mądrego wykorzystywania „w terenie” ile w celu uzasadnienia istnienia tychże urzędników i, co chyba istotniejsze, z przyczyny możliwości. Po prostu ktoś wymyślił założenie takiej bazy bo jest techniczna możliwość jej utworzenia. I niewiele poza tym.

A może jednak się mylę. Gdyby tak było i gdyby to ode mnie jakkolwiek zależało, poparłbym ten pomysł nie przejmując się tak zwaną ochroną danych osobowych. Trzeba coś wybrać w sytuacji, kiedy ta ochrona często jest niczym innym, jak zwyczajnym osłanianiem łobuzów rozmaitego kalibru.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.